Orley Scratches

Poukładanie sobie sportu - próba numer dwa

20260222_180920

Wspinam się sportowo i boulderowo od końcówki 2014 roku, czyli niemal 12 lat. Pracuję jako inżynier od maszynowego uczenia nieco krócej, od 2016.

Wydaje mi się, że wspinaczka i rzeczy z nią związane to moje główne źródło radości i fizycznego zdrowia, a praca to główne źródło wyzwań intelektualnych i rozwoju. Mam wrażenie, że jestem w pracy dość wybitny; jestem dumny z paru ostatnich projektów i tego co tam udało się wymyślić i wypchnąć na świat.

A we wspinaczce cieszy mnie to, że, odpukać, nie miałem dotąd poważnego wypadku (czy to na drodze asfaltowej, czy też granitowej lub wapiennej); że przeszedłem ogromną transformację z lekko otyłego chłopaka po 9 latach bez WF-u (kolano) w osobę ze zdrowym bmi, która w dobry dzień zrobi te powiedzmy 10 całkiem poprawnych podciągnięć i nawet mniej więcej rozumie własne ciało oraz umie pracować nad jego słabościami.

Tym niemniej czuję się jakbym miał dwie prace na pełen etat. Każdy urlop i weekend to czekanie na poniedziałek z nadzieją, że w pracy przy biurku sobie nieco odsapnę. A jednak stresuję w pracy się przeokrutnie i marzę o weekendzie... Od (5? 7?) lat nie piję alkoholu, nie używam używek, nie palę, dużo śpię w stałych godzinach, zdrowo się odżywiam.

Mimo to jestem coraz bardziej zmęczony i spalony. Coraz częściej marzę o tym, żeby przestać się wspinać albo mieć paroletnią przerwę od pracy.

Jednocześnie w moim życiu powoli w wyniku zaniedbania znikają tematy inne niż praca oraz wspinaczka.

Nie pamiętam sytuacji, żebym po urlopie nie czuł się bardziej zmęczony niż przed nim.

Nie umiem też odpoczywać. Próbując odpoczywać cierpię emocjonalnie. Po weekendzie pozbawionym znaczącego wysiłku (co zdarza się bardzo rzadko), czuję się jeszcze bardziej wycieńczony niż po weekendzie sportowym.

To miał być wstęp, ale chyba wystarczy.

20260301_160614