Empatia względem zbrodniarzy wojennych
Nie jestem pewien, czy tę myśl gdzieś kiedyś przeczytałem, czy przyszła do mnie sama z siebie. Pamiętam jednak dość dokładnie kiedy wyartykułowałem ją w dyskusji po raz pierwszy - kilka lat temu w kuchni mieszkania znajomych, kiedy rozmawialiśmy o postępowaniu żołnieży Japońskich w trakcie II Wojny Światowej.

Potencjalne książki i filmy, które mogły ją zainspirować:
- "Argentyna 1985"
- "Na Zachodzie Bez Zmian", "Droga Powrotna" Remarque, "1917"
- "Pokora" Twardocha
- "Café Macondo", Maciej Wesołowski
- Bodajże wszystko co popełnili Clavell i Kapuściński
- "Porachunki osobiste", Leopolda Tyrmanda
- YouTuberzy: Vlad Vexler, oraz świetne wideo o ukrytej propagandzie od Schnee
- Zakończenie gry "Fallout"
Dlaczego chcę rozmawiać o zbrodniarzach, a na dodatek o empatii do nich? Wydaje mi się, że demokracja przeżywa początek zapaści, która potrwa jakiś czas. W związku z czym, spodziewam się, że zbrodnie (zarówno wojenne, przeciwko własnemu społeczeństwu, jak i ze strony grup paramilitarnych) się nie skończyły, że będzie ich więcej. Spodziewam się, że pewien sposób myślenia stanie się coraz bardziej powszechny i warto go zrozumieć po to, żeby skutecznie móc go rozpoznać, a potem skutecznie z nim walczyć.
A mianowicie, zbrodniarz może myśleć:
"Robię brudną robotę, żeby inni nie musieli. Żeby moja rodzina i moi rodacy mogli mieć czyste ręce, żyć w bezpieczeństwie."
Za nią może też podążać poczucie bycia zdradzonym przez resztę społeczeństwa (ang. Home front):
"Wysłaliście mnie oglądać jak giną moi przyjaciele, zrobiliście ze mnie inwalidę, odebraliście mni sumienie, zrobiliście ze mnie potwora, żebym bronił Was przed jeszcze straszniejszymi potworami, a potem zaprzeczyliście i odwróciliście się ode mnie".
No dobrze, a dlaczego empatia? Żeby walczyć z tym sentymentem profilaktycznie. Żeby nie pozostawiać niedomówień. Żeby ostrzegać wprost i publicznie wszystkich obdażanych służbowo prawem do stosowania przymusu bądź przemocy, że 'sadyzm nie jest ideologią ani narzędziem wojny, tylko moralną perwersją' (Julio Strassera); ale też, żeby zapewnić im wsparcie, możliwość wypełnienia obowiązku postawienia się.
Bo być może za chwilę duża część naszych społeczeństw, znajomych, bliskich będzie bronić takich czy innych sadystów, że gdyby nie oni, to kogoś innego by zabijano, porywano, torturowano, że mniejsze zło koniecznie. Z Warszawy do Moskwy jest jeden długi dzień jazdy samochodem, a tam takie argumenty są na porządku dziennym.
Więc warto się do tych dyskusji przygotować. Bo jeśli nagle 40% społeczeństwa zacznie tak myśleć, to nie wystarczy nazwać ich faszystami, żeby zmienić ich zdanie. Zaś zmiana ich zdania przestanie być sposobem na spędzanie wolnego czasu w internecie, a stanie się moralnym obowiązkiem.